- Mówiłem że za złotem kroczy
Sok Noni |Bukmacher |Typy
„— Mówiłem, że za złotem kroczy śmierć. Jedne blade twarze zabijają drugie blade twarze, a później same giną. Dlaczego mam pomagać jednym grabieżcom naszej ziemi przeciw drugim Odpowiedz!
Karol zastanowił się. Jakże tu przekonać człowieka, który miał rację i równocześnie jej nie miał Który nie mógł wiedzieć, że większość poszukiwaczy złota, jaka wyruszyła do Czarnych Gór, to biedacy liczący na poprawę swej sytuacji życiowej. I pewnie by tego nie zrozumiał. Tak głęboka przepaść dzieliła rzeczywistość „czerwonych" od rzeczywistości „białych". Nie tylko przemawiano do siebie innymi językami, ale i sposób myślenia był całkowicie różny!
Dlatego właśnie Karol zrezygnował ze wszelkich tłumaczeń i mimo woli postąpił jak najlepiej.
— Pojadę sam — oświadczył — proszę, wskaż mi kierunek, bo... i tak pojadę!
Chciał zakończyć indiańskim „howgh", słowem oznaczającym nieodwołalność decyzji, ale natychmiast uznał ten zwrot w swych ustach za coś śmiesznego, więc go zaniechał.
— Poprowadzę cię. Musimy ominąć tamtych i dlatego droga nie będzie łatwa.
Na tym stanęło. Przespali kilka brakujących do świtu godzin i jeszcze szarówką wyruszyli w stronę Custer. Najpierw szeroką i posępną doliną aż do miejsca, gdzie krzyżowała się ona z inną, w której odnaleźli ślady starych kolein. Wkrótce jednak zjechali z oznaczonego szlaku, istniało bowiem ryzyko spotkania na tej właśnie trasie ludzi oczekujących przybycia dyliżansu. Toimniża powiódł Karola takimi bezdrożami, taką gmatwaniną kanionów, wzgórz i jarów, że — jadąc samotnie — zagubiłby się z kretesem. W samo południe urządzilf dwugodzinny postój, po czym zagłębili się znowu w bezdroża Złych Ziem. Tego dnia nie dotarli jeszcze do Custer City i Karol począł się obawiać, że nie zdążą na czas. Z rozmowy“(11)
gabinet |folie okienne |Materace Tempur
„— Mówiłem, że za złotem kroczy śmierć. Jedne blade twarze zabijają drugie blade twarze, a później same giną. Dlaczego mam pomagać jednym grabieżcom naszej ziemi przeciw drugim Odpowiedz!
Karol zastanowił się. Jakże tu przekonać człowieka, który miał rację i równocześnie jej nie miał Który nie mógł wiedzieć, że większość poszukiwaczy złota, jaka wyruszyła do Czarnych Gór, to biedacy liczący na poprawę swej sytuacji życiowej. I pewnie by tego nie zrozumiał. Tak głęboka przepaść dzieliła rzeczywistość „czerwonych" od rzeczywistości „białych". Nie tylko przemawiano do siebie innymi językami, ale i sposób myślenia był całkowicie różny!
Dlatego właśnie Karol zrezygnował ze wszelkich tłumaczeń i mimo woli postąpił jak najlepiej.
— Pojadę sam — oświadczył — proszę, wskaż mi kierunek, bo... i tak pojadę!
Chciał zakończyć indiańskim „howgh", słowem oznaczającym nieodwołalność decyzji, ale natychmiast uznał ten zwrot w swych ustach za coś śmiesznego, więc go zaniechał.
— Poprowadzę cię. Musimy ominąć tamtych i dlatego droga nie będzie łatwa.
Na tym stanęło. Przespali kilka brakujących do świtu godzin i jeszcze szarówką wyruszyli w stronę Custer. Najpierw szeroką i posępną doliną aż do miejsca, gdzie krzyżowała się ona z inną, w której odnaleźli ślady starych kolein. Wkrótce jednak zjechali z oznaczonego szlaku, istniało bowiem ryzyko spotkania na tej właśnie trasie ludzi oczekujących przybycia dyliżansu. Toimniża powiódł Karola takimi bezdrożami, taką gmatwaniną kanionów, wzgórz i jarów, że — jadąc samotnie — zagubiłby się z kretesem. W samo południe urządzilf dwugodzinny postój, po czym zagłębili się znowu w bezdroża Złych Ziem. Tego dnia nie dotarli jeszcze do Custer City i Karol począł się obawiać, że nie zdążą na czas. Z rozmowy“(11)
<<<< Nadszedł jednak dzień
| Pitou zaraz po zamieszkaniu >>>>
gabinet |folie okienne |Materace Tempur