Nowości
Beton komórkowy |budownictwo |Biuro Rachunkowe Kielce
„Było niemożliwe iść dalej pod morderczym bocznym ogniem, który tyle już razy poprzednio dziesiątkował nasze szeregi. Piechota została zatrzymana i następnie cofnięta na skraj lasu.
Słońce pochyliło się już mocno ku zachodowi. Nadszedł meldunek, że Niemcy wyparli nasze oddziały z Brzuchowic Wschodnich, a patrole nieprzyjacielskie podchodzą od zachodu i od południa tuż pod stanowiska artylerii. Czas był najwyższy powziąć ostateczną decyzję.
Kapitulować nie chciałem. Nie miało sensu powtarzać po raz siódmy natarcia a cheval szosy. To, co nie udało się dotychczas, nie rokowało żadnych nadziei w warunkach o wiele gorszych, gdy pozostały z nas tylko niedobitki, a Niemcy nie omieszkali zapewne w tym miejscu wzmocnić zapory przez podciągnięcie odwodów. Siły naszej piechoty oceniałem w owej chwili na tysiąc mniej więcej bagnetów. Najlepsze, najbitniejsze jednostki taktyczne już nie istniały. Byliśmy zamknięci na przestrzeni 5 kilometrów, wszystkie drogi naokół zostały odcięte.
Miałem przed sobą jedno jedyne możliwe jeszcze, aczkolwiek bardzo ryzykowne, wyjście zebrać wszystkie zdatne jeszcze do działania siły, obejść na przełaj stanowiska niemieckie pod Hołoskiem Wielkim i przedostać się do Lwowa poza drogami i szosami. Utkwił mi w pamięci meldunek dowódcy lewoskrzydłowej kolumny drugiego nocnego natarcia. Opowiadał mi on, że jego patrole zdołały dojść do Zboisk, które jakoby były obsadzone względnie słabo, że główny opór Niemców skupił się na płaskowyżu na północ od Zamarstynowa. Brzmiało to dość prawdopodobnie, gdyż Zboiska leżą w dole, a inne raporty bojowe również opiewały zgodnie, że wzgórza na wschód od sanatorium łącznie z kotą 324 były mocno bronione. Postanowiłem więc przeprowadzić kolumnę pod osłoną ciemności wąwozem, biegnącym od strzelnicy wojskowej wprost na Zboiska, uderzyć na wieś i jednym krótkim a gwałtowanym skokiem przedostać się do miasta. Podobny plan, mimo pozorów karkołomności, miał szanse udania się o tyle, że dawał widoki na zupełne zaskoczenie przeciwnika. Wstępny warunek powodzenia stanowiła pewność, że odnajdziemy właściwy wąwóz pomimo nocy i trudności, jakie nastręczał niezmiernie uciążliwy teren. Konieczne było podczas marszu na przełaj, przez lasy i wertepy, zachowanie kompletnej dyscypliny i ciszy w kolumnie.“(1)
przynęty |regały kompaktowe |miedź
Było niemożliwe iść
„Było niemożliwe iść dalej pod morderczym bocznym ogniem, który tyle już razy poprzednio dziesiątkował nasze szeregi. Piechota została zatrzymana i następnie cofnięta na skraj lasu.
Słońce pochyliło się już mocno ku zachodowi. Nadszedł meldunek, że Niemcy wyparli nasze oddziały z Brzuchowic Wschodnich, a patrole nieprzyjacielskie podchodzą od zachodu i od południa tuż pod stanowiska artylerii. Czas był najwyższy powziąć ostateczną decyzję.
Kapitulować nie chciałem. Nie miało sensu powtarzać po raz siódmy natarcia a cheval szosy. To, co nie udało się dotychczas, nie rokowało żadnych nadziei w warunkach o wiele gorszych, gdy pozostały z nas tylko niedobitki, a Niemcy nie omieszkali zapewne w tym miejscu wzmocnić zapory przez podciągnięcie odwodów. Siły naszej piechoty oceniałem w owej chwili na tysiąc mniej więcej bagnetów. Najlepsze, najbitniejsze jednostki taktyczne już nie istniały. Byliśmy zamknięci na przestrzeni 5 kilometrów, wszystkie drogi naokół zostały odcięte.
Miałem przed sobą jedno jedyne możliwe jeszcze, aczkolwiek bardzo ryzykowne, wyjście zebrać wszystkie zdatne jeszcze do działania siły, obejść na przełaj stanowiska niemieckie pod Hołoskiem Wielkim i przedostać się do Lwowa poza drogami i szosami. Utkwił mi w pamięci meldunek dowódcy lewoskrzydłowej kolumny drugiego nocnego natarcia. Opowiadał mi on, że jego patrole zdołały dojść do Zboisk, które jakoby były obsadzone względnie słabo, że główny opór Niemców skupił się na płaskowyżu na północ od Zamarstynowa. Brzmiało to dość prawdopodobnie, gdyż Zboiska leżą w dole, a inne raporty bojowe również opiewały zgodnie, że wzgórza na wschód od sanatorium łącznie z kotą 324 były mocno bronione. Postanowiłem więc przeprowadzić kolumnę pod osłoną ciemności wąwozem, biegnącym od strzelnicy wojskowej wprost na Zboiska, uderzyć na wieś i jednym krótkim a gwałtowanym skokiem przedostać się do miasta. Podobny plan, mimo pozorów karkołomności, miał szanse udania się o tyle, że dawał widoki na zupełne zaskoczenie przeciwnika. Wstępny warunek powodzenia stanowiła pewność, że odnajdziemy właściwy wąwóz pomimo nocy i trudności, jakie nastręczał niezmiernie uciążliwy teren. Konieczne było podczas marszu na przełaj, przez lasy i wertepy, zachowanie kompletnej dyscypliny i ciszy w kolumnie.“(1)
przynęty |regały kompaktowe |miedź