Chwila przemęczenia i senności
onet |Masaż Szczecin |Vision
„Chwila przemęczenia i senności. Jakby przez kłęby gazy słyszałem krzyk dobywający się z salki obok, do której drzwi były półotwarte. Potem ucichł. Wyniesiono coś milczącego, poziomego, podobnego do kokona. Przeniesiono go koło mnie, spojrzał na mnie przez szparę w bandażach i przyszło mi na myśl, że nigdy mi nie odpuści. Stałem oparty o ścianę, w płaszczu, w szaliku, w umundurowaniu przechodnia, uprzejmie usuwając się na bok i wstrzymując oddech. Zapach, zapach! Słodko mdły odór, który czują tylko przychodzący z zewnątrz. Ta sama woń zemdliła mnie dziesięć lat temu, gdy odwiedziłem w szpitalu Gabra, który leżał w klinice chirurgicznej po operacji woreczka. — Dziękuję ci, żeś przyszedł. — Siedział w łóżku z książką obłożoną brunatnym papierem i od razu poczułem ten zapach ropy pomieszany z moim współczuciem. Pozwoliłem się cieszyć Gabrowi, nie powiedziałem mu, że wstąpiłem właściwie przypadkiem, bo skierowali mnie tu na prześwietlenie. — No właśnie, zaszedłem dowiedzieć się... — W kręgu tego zapachu obowiązywał zdezynfekowany humanizm, szczerość byłaby tu czymś zakaźnym. Gaber dotknął mnie spoconą dłonią i pokazał mi słoik. — Chcesz zobaczyć — rozpromienił się — to moje. — W mętnym płynie na dnie leżało parę kamyczków. Chciał, żebym wziął słoik do ręki, robiłem uniki i zdaje się, że wtedy spostrzegłem pacjenta na sąsiednim łóżku, który tak uważnie się czemuś przyglądał. Gaber mi zaraz wyjaśnił nazajutrz mieli mu amputować nogę i ktoś niepotrzebnie mu o tym powiedział. — Nogę — Nogę. Właśnie tę nogę. Teraz się połapałem szczupły młodzieniec z bródką przyglądał się swojej nodze. Odwinął kołdrę i siedział trochę po“(9)
bloczki betonowe |Okna |Psychoterapia Szczecin
„Chwila przemęczenia i senności. Jakby przez kłęby gazy słyszałem krzyk dobywający się z salki obok, do której drzwi były półotwarte. Potem ucichł. Wyniesiono coś milczącego, poziomego, podobnego do kokona. Przeniesiono go koło mnie, spojrzał na mnie przez szparę w bandażach i przyszło mi na myśl, że nigdy mi nie odpuści. Stałem oparty o ścianę, w płaszczu, w szaliku, w umundurowaniu przechodnia, uprzejmie usuwając się na bok i wstrzymując oddech. Zapach, zapach! Słodko mdły odór, który czują tylko przychodzący z zewnątrz. Ta sama woń zemdliła mnie dziesięć lat temu, gdy odwiedziłem w szpitalu Gabra, który leżał w klinice chirurgicznej po operacji woreczka. — Dziękuję ci, żeś przyszedł. — Siedział w łóżku z książką obłożoną brunatnym papierem i od razu poczułem ten zapach ropy pomieszany z moim współczuciem. Pozwoliłem się cieszyć Gabrowi, nie powiedziałem mu, że wstąpiłem właściwie przypadkiem, bo skierowali mnie tu na prześwietlenie. — No właśnie, zaszedłem dowiedzieć się... — W kręgu tego zapachu obowiązywał zdezynfekowany humanizm, szczerość byłaby tu czymś zakaźnym. Gaber dotknął mnie spoconą dłonią i pokazał mi słoik. — Chcesz zobaczyć — rozpromienił się — to moje. — W mętnym płynie na dnie leżało parę kamyczków. Chciał, żebym wziął słoik do ręki, robiłem uniki i zdaje się, że wtedy spostrzegłem pacjenta na sąsiednim łóżku, który tak uważnie się czemuś przyglądał. Gaber mi zaraz wyjaśnił nazajutrz mieli mu amputować nogę i ktoś niepotrzebnie mu o tym powiedział. — Nogę — Nogę. Właśnie tę nogę. Teraz się połapałem szczupły młodzieniec z bródką przyglądał się swojej nodze. Odwinął kołdrę i siedział trochę po“(9)
<<<< - Sformułujmy zatem moi panowie
| Nadszedł jednak dzień >>>>
bloczki betonowe |Okna |Psychoterapia Szczecin